Pętla Toruń-Chełmno-Grudziądz-Chełmża-Toruń

Lolek w bramie Zamku Bierzgłowskiego
Lolek w bramie Zamku Bierzgłowskiego

Ruszaliśmy z Torunia, niemal wzdłuż Wisły, następnie odbiliśmy na Chełmno i do Grudziądza. Tu nasza droga poprowadziła na południe, do Chełmży i dalej z powrotem do Torunia.

Dystans: 175,3km

Poziom trudności: w większości dość łatwa, ale przy Wiśle i od Grudziądza do Chełmży potrafi zaskoczyć pofałdowaniem terenu – nawet do 300m przewyższeń na dzień jazdy.

Infrastruktura: bardzo dobra – pełno miejscowości po drodze, praktycznie jeden moment nieco bardziej pusty jest w połowie dnia między Grudziądzem a Chełmżą. Drugi taki moment to trasa do Torunia, bo prowadzi starą linią kolejową bez przystanków.

Nawierzchnia: w większości asfalt, ale zdarzają się odcinki szutrowe, a nawet trochę piachu (ale raptem po kilkaset metrów). Spodziewaj się kostki brukowej!

Tym razem na cel wzięliśmy ziemię chełmińską – zachęceni naszymi wcześniejszymi odwiedzinami w Toruniu (wielokrotnymi, dlatego tym razem odpuściliśmy sobie ten punkt wycieczki), byliśmy pozytywnie nastawieni co do sąsiadujących z nim miast.

Na początek skierowaliśmy się do położonego nieopodal Zamku Bierzgłowskiego, do miejscowości – uwaga – Zamek Bierzgłowski 🙂 Zupełnie niezamierzenie trafiliśmy do Barbarki – koniecznie zobaczcie naszą relację na Instagramie! Doskonały przystanek w drodze.

Tutaj ważna uwaga – nie powtarzajcie naszego błędu i trasę z Barbarki do Zamku zaplanujcie inaczej. To właściwie niekończący się piach, i to taki na wysokość szprych, nawet MTB bez obciążenia i z oponą od tira mógłby mieć chwilę zwątpienia w swoje przeznaczenie.

Gruba pomarańczowa linia to droga którą wybraliśmy. Na prawo widać jakąś trasę rowerową, która następnie biec ma wzdłuż drogi – raczej tam próbowalibyśmy teraz szczęścia… Cóż, mądry rowerzysta po plaży na drodze…

Jak wspomnieliśmy, kolejnym przystankiem był Zamek Bierzgłowski. Niestety, restauracja była nieczynna, i ogólnie miejsce sprawiało wrażenie dość opuszczonego. Cóż, może w sezonie będzie działo się tutaj coś więcej. Pocykaliśmy fotki i ruszyliśmy dalej w drogę.

Tutaj nastąpił długi… ale nie nudny fragment trasy. Szutry, poboczne drogi, piękne widoki, niekończące się pola – wszystko już było w naszych relacjach, do których obejrzenia na Insta serdecznie zapraszamy!

Następny punkt na trasie to Ostromecko, gdzie znajdują się pałace. Tak, nie jeden, a dwa – tuż obok siebie, nowy i stary. Skorzystaliśmy z okazji że ponownie nie było tam niemal żywej duszy, poza parą motocyklistów, i skorzystaliśmy z ławeczek na pałacowym patio by nieco rozprostować kości, a nawet uciąć krótką drzemeczkę by naładować baterie przed dalszą drogą.

Dziedziniec zamku
Pałac w Ostromecku, dziedziniec

Dalej droga poprowadziła nas na fałdy wzdłuż Wisły – góra, dół, góra, dół… w pewnym momencie jak zrobiło się góra… góra to prawie się pomyliliśmy 😉 Tak powoli dotoczyliśmy się do miejscowości Pień, gdzie przywitał nas… tak, pień, zgadliście. Ale już go tu Wam nie wrzucamy, sami musicie się tam wybrać by zrozumieć, o co chodzi.

Tuż za miejscowością postanowiliśmy odbić nieco z asfaltu na spokojne leśne drogi. I wszystko byłoby dobrze, gdyby były szutrowe… nie były. Większa część tego objazdu niech pozostanie za zasłoną milczenia, ale powiem tylko, że gdyby nie piękny widok na jezioro Skrzynka (nadal nie wiem skąd ten pomysł na nazwę), to powiedziałbym że nie warto. Ale by tak nie dobijać tej leśnej ścieżki, przez połowę drogi były korzenie i nawierzchnia to leśny dukt, dopiero potem, za jeziorem, zaczęła się poważniejsza piaskownica. Ale o ile nie jesteś wielkim fanem jeziorek w lesie lub nie masz opon 2 cale wzwyż, raczej odpuść sobie również ten fragment na rzecz oficjalnie wytyczonej drogi…

Po wyjechaniu z lasów zaczął się bodaj najpiękniejszy moment trasy tego dnia – po prawej widzieliśmy wzgórze w formie wału, na którym wznosiły się kolejne miejscowości, w tym piękny Starogród (następnym razem na pewno odwiedzimy!). Wyglądało to naprawdę majestatycznie. Nagle jednak droga skręciła w prawo i po dość ostrym podjeździe zobaczyliśmy bramę, a za bramą miasto. Naprawdę było to zaskakujące, poczuliśmy się jak podróżni w dawnych czasach.

Oczywiście wieczorem pozwiedzaliśmy Chełmno, jak również była tura poranna. Relację możecie zobaczyć jak zwykle w formie wideo na Insta, zaś tutaj skupimy się na dalszej części trasy. Niestety wyjazd z Chełmna nie należy do przyjemnych, z dwa kilometry mniej więcej trzeba jechać bardzo ruchliwą trasą, a mieliśmy tego pecha że tego dnia był poważny ruch pojazdów wojskowych, jadących kolumną. Ale dosłownie ten krótki fragment potem trafiamy na wspaniałą drogę rowerową, a potem odbijamy na szutrowe, a wreszcie na drogę wzdłuż wałów i po wałach wzdłuż Wisły. Było tak pusto, że mogliśmy zwolnić do spacerowego tempa i dać Lolkowi trochę rozprostować łapy.

Wnętrze kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Chełmnie

To nie był długi odcinek, gdy wjechaliśmy do Grudziądza. Jest on fantastycznie skomunikowany ścieżkami rowerowymi, oznakowany, ale musicie mieć się na baczności, bo rozwiązania naprawdę są czasem zaskakujące i mniej oczywiste. Np. droga prowadzi ulicą i nagle odbija wzdłuż murów budynków przesmykiem tak wąskim, że w innym mieście po prostu poszłaby naokoło. Co nie zmienia faktu, że jeździ się po mieście bardzo wygodnie rowerem.

Pozwiedzaliśmy Grudziądz, to ruszamy dalej! Trzeci dzień wyprawy to piękne widoki, ale niestety też silny, wiejący w porywach ponad 50km/h wiatr w twarz, więc łatwo nie było. Mijaliśmy jednak stare dworce kolejowe, przepiękne niekończące się pola, a część drogi to trasy rowerowe wzdłuż co ruchliwszych ulic – więc na pewno nam wynagrodzono trudy. Tego dnia prawie całość po asfalcie, ewentualnie po kostce brukowej lub twardym ubitym szutrze – żadnych piachów! Więc nawierzchnia rewelacyjna.

Obowiązkowe zdjęcie przy obowiązkowym punkcie 🙂

Droga do Chełmży szybko minęła, więc zaparkowaliśmy rowery w miejscu noclegu i ruszyliśmy na zwiedzanie miasta. A jest co zobaczyć! Więcej… tak – zgadliście – w naszych wideorelacjach na wiadomym koncie w wiadomym serwisie :). Niestety Chełmża ma dość wąskie chodniki by zmieścić tam drogi rowerowe, ścieżek praktycznie brak w ścisłym centrum, więc nie licząc kawałka przy wjeździe do miasta musicie liczyć się z pewnymi trudnościami w poruszaniu.

Droga na Toruń to oczywiście sporo atrakcji po drodze, pałace, szutry, asfalty z pięknymi widokami. Niestety wichura tylko się wzmogła, więc skupieni byliśmy już bardzo na walce z wiatrem – porywy sięgały 60-70km/h, a sytuacja wyglądała tak, że właściwie wyjeżdżając na pola zza zasłony np. budynku, od razu pochylaliśmy rower w stronę wiatru – gdyby nie wiało, to byśmy się przewrócili na bok… a tak, wiatr nas „łapał” a jednocześnie nie przewracał. Trzeba było sobie radzić… Łatwo nie było, ale na szczęście od miejscowości Pigża wjeżdża się na stary trakt kolejowy, zamieniony w rowerową autostradę do Torunia – a jak to wzdłuż torów kolejowych, lądujemy w wąwozie, a wokół są drzewa. Pełna osłona od wiatru i od razu szybciej korby się nam kręcą 🙂 Ani się obejrzeliśmy, a już przywitały nas światła na skrzyżowaniach w Toruniu…

Naszą trasę możecie powtórzyć (tylko zmieńcie fragmenty z pierwszego dnia o których wspominaliśmy!):


Więcej szczegółowych relacji zawsze znajdziesz na naszym profilu na Instagramie!